Przez Piątkę
na Szpiglasowy Wierch

Rozpoczęcie przygody

Staram się co najmniej raz na miesiąc pojechać w góry, tym razem postanowiłem się dołączyć do wyjazdu innej grupy. Ogłoszenie o wyjeździe znalazłem na grupie Tarnów i okolice aktywnie.

Fajnie, ponieważ po raz pierwszy od dawna to nie Ja byłem organizatorem i mogłem zobaczyć, jak to wygląda z drugiej strony.

Wyjazd był ostatecznie na 4 samochody, 3 z okolic Tarnowa i 1 z Nowego Sącza. Z Dębna wyruszyliśmy około godziny 3 w nocy. Chcieliśmy dojechać zanim będą korki oraz duży tłok na szlaku. Jak się okazało, założenia były słuszne, ponieważ 11 września Tatry przeżywały prawdziwe oblężenie.

Pierwszym punktem zbiorczy dla Naszej całej grupy była Palenica Białczańska a dokładnie wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego które się tam znajduje. Wstępnie mieliśmy wyruszyć o godzinie 6:00, lecz wszyscy kierowcy dobrze zali drogę i wszyscy spotkaliśmy się około 5:45 na miejscu.

Na początku wyruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Wodogrzmotów Mickiewicza, aby następnie skręcić na zielony szlak i Doliną Roztoki dotrzeć do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Zanim dotarliśmy do Doliny Pięciu Stawów Polskich to mieliśmy rozwidlenie dróg, część grupy poszła czarnym szlakiem w stronę schroniska w tym Ja, natomiast zdecydowana większość wybrała trasę dłuższą, aby zobaczyć jeszcze Siklawę.

Można się zastanawiać, czy podjąłem dobrą czy złą decyzję, ponieważ nie mam zdjęć z części trasy. Za to miałem więcej czasu, aby zrobić zdjęcia nad Przednim Stawie Polskim, Małym Stawie Polskim oraz Wielkim Stawem Polskim. Los tak chciał, że było idealnie ustawione słońce, było widać światłocienie między granią a woda była spokojna i góry odbijały się jak w lustrze.

Gdy większa część grupy dotarła do mnie nad stawami, cofnąłem się razem z nimi do schroniska na pierwszy dłuższy postój, można powiedzieć, że to było śniadanie nie licząc posiłku, który jadłem o 2 w nocy.

Pierwszy raz byłem w Dolinie Pięciu Stawów i byłem pod wielkim wrażeniem krajobrazów które tam zastałem.

W grupie byłem jednym z kilku uczestników nowych, lecz jak to zazwyczaj bywa, łatwo jest znaleźć wspólny język z osobami, które mają podobne zamiłowania. W tym wypadku pasja do chodzenia po górskich szlakach.

Pomimo dość długiego przystanku w schronisku, gdy ruszaliśmy dalej mieliśmy trochę nadgonionego czasu, co świadczy o dobrym tempie całej grupy. Nikogo nie zostawialiśmy bez odpoczynku.

Spod schroniska ruszyliśmy niebieskim szlakiem prowadzącym brzegami stawów do rozstaju, gdzie skręcaliśmy na żółty szlak, który prowadził na Szpiglasowy Wierch. Po drodze czekały Nas łańcuchy i pierwsza kolejka na nie, pomimo, że wyruszyliśmy w miarę wczesną porą na trasę.

Skoro o łańcuchu już wspomniałem to warto pamiętać o zasadach bezpiecznego korzystania z tej pomocy na trasie. Czyli o zasadzie trzech punktów podparcia i o czym często się zapomina, JEDNA OSOBA NA JEDEN ŁĄŃCUCH.

Samo podejście przy łańcuchach nie jest jakoś bardzo wymagające z jednej strony, lecz trzeba wziąć pod uwagę, że jest to trasa dość często uczęszczana przez turystów. Dlatego idąc łańcuchami mamy do czynienia ze śliskim podłożem a rano o tej porze roku jest dodatkowo wilgotne. Powód wilgoci to, między innymi bliskość zbiorników wodnych, pora dnia i pogoda jak i fakt, że łańcuchy są od północnej strony stoku.

 

Szpiglasowy Wierch

Łańcuchami wychodzimy na Szpiglasową Przełącz skąd już tylko kilkanaście minut na Szpiglasowy Wierch, gdzie mając naprawdę duży zapas czasu całą grupą zrobiliśmy sobie długi przystanek na podziwianie krajobrazów.
Po około godzinnej przerwie wyruszyliśmy w stronę Morskiego Oka idąc cały czas żółtym szlakiem. Jak przeważnie schodząc po pewnym czasie zaczynam czuć kolana tak to zejście było tak wyznaczone i tak delikatne, że po dotarciu do samochodu nie czułem, aby mnie bolały kolana od schodzenia.
Tu również zwrócę uwagę, na fakt, iż widoki podczas wychodzenia jednak były zdecydowanie lepsze niż podczas schodzenia, może to kwestia pory dnia a może po prostu widoki w Dolinie Pięciu Stawów są lepsze. To zapewne również subiektywna sprawa. Tak czy inaczej polecam właśnie podejście od strony Doliny Pięciu Stawów niż od strony Morskiego Oka.
Zejście już było spokojne i dość szybkie. Po dotarciu do Morskiego Oka niestety ilość turystów która tam była przynajmniej dla mnie pozbawiła części uroku to miejsce.

Po krótkiej przerwie, aby coś zjeść, zmienić byty na asfaltową drogę, wyruszyliśmy na parking, aby wyruszyć do swoich domów.

Wycieczka bardzo mi się spodobała, pogoda była świetna co można zobaczyć na zdjęciach, grupę na wypady w tatry mogę szczerze polecić, fajni ludzie, którzy co najmniej lubią chodzenie po górach.

Zapraszam również do zobaczenia albumu ze zdjęciami z tego wyjazdu na Facebooku oraz na Instagrama, gdzie możesz znaleźć również inne ciekawe relacje z moich wypraw.